Sklep internetowy podaje nazwy producentów. Niezależny serwis informuje, jakie urządzenia naprawia. Porównywarka pokazuje oferty różnych ubezpieczycieli, a dostawca akcesoriów wskazuje, do których modeli pasują jego produkty. W każdej z tych sytuacji przedsiębiorca korzysta z cudzych oznaczeń. Czy zawsze potrzebuje zgody ich właścicieli?
Nie zawsze. Ochrona znaku towarowego nie daje monopolu na każdą wzmiankę o nim w działalności gospodarczej. Prawo pozostawia przestrzeń do rzetelnego identyfikowania cudzych towarów i usług. Znaczenie ma jednak cały przekaz, mianowicie co wskazuje oznaczenie, jak zostało przedstawione i jaką relację między przedsiębiorcami może na tej podstawie dostrzec odbiorca.
Na czym polega użycie referencyjne
O użyciu referencyjnym mówimy wtedy, gdy cudzy znak służy wskazaniu towarów lub usług jego właściciela albo odniesieniu się do nich. Przykładem jest nazwa producenta przy oryginalnym ekspresie do kawy, informacja o naprawie telefonów określonej marki lub opis filtra pasującego do wskazanego modelu urządzenia.
W tych przykładach znak pomaga przekazać konkretną informację o pochodzeniu produktu, zakresie usługi lub kompatybilności. Nie powinien natomiast tworzyć mylnego obrazu tego, kto oferuje własny produkt i kto odpowiada za daną usługę. Przy zamienniku trzeba wyraźnie odróżnić jego producenta od producenta urządzenia, do którego zamiennik jest przeznaczony.
Określenie „użycie informacyjne” bywa stosowane bardzo szeroko. Nie każde takie użycie jest jednak opisowe w rozumieniu przepisów o znakach. Podanie marki jako źródła handlowego produktu to co innego niż wskazanie rodzaju, rozmiaru lub materiału, z którego produkt wykonano. Te sytuacje wymagają odrębnej oceny prawnej.
Przepisy unijne i polskie nie są sformułowane identycznie
Art. 14 ust. 1 lit. c rozporządzenia 2017/1001 pozwala, przy zachowaniu uczciwych praktyk, używać unijnego znaku towarowego do identyfikowania towarów lub usług jako pochodzących od jego właściciela. Konieczne wskazanie przeznaczenia produktu, zwłaszcza akcesorium lub części zamiennej, stanowi szczególny przykład takiego użycia. Przepisu nie należy więc sprowadzać wyłącznie do rynku części zamiennych.
Polski art. 156 ust. 1 pkt 3 Prawa własności przemysłowej zachował węższe brzmienie: mówi o użyciu koniecznym dla wskazania przeznaczenia towaru, zwłaszcza części zamiennych, akcesoriów lub usług. Dlatego znaczenie ma również to, czy analizujemy znak krajowy, czy unijny. Przy znaku krajowym trzeba uwzględnić wykładnię zgodną z prawem UE i jej granice; nie można po prostu zastąpić treści ustawy szerszą regulacją dyrektywy w sporze między przedsiębiorcami.
Nie oznacza to, że każda wzmianka o znaku krajowym, która nie dotyczy przeznaczenia produktu, jest zakazana. Najpierw trzeba ustalić, czy w ogóle zostały spełnione przesłanki naruszenia. Znaczenie mogą mieć także inne podstawy dopuszczalnego użycia, w tym wyczerpanie prawa lub zgodna z prawem reklama porównawcza.
Informacja o specjalizacji nie jest deklaracją autoryzacji
W sprawie BMW przeciwko Deenik Trybunał Sprawiedliwości rozpatrywał posługiwanie się znakiem przez niezależnego przedsiębiorcę sprzedającego używane samochody oraz zajmującego się ich naprawą. Dopuścił informowanie o naprawach i specjalizacji, zastrzegając granicę związaną z wrażeniem powiązania gospodarczego z właścicielem znaku. Przekaz nie może sugerować przynależności do autoryzowanej sieci, jeżeli przedsiębiorca do niej nie należy. Wyrok z 23 lutego 1999 r., C-63/97
Ta różnica ma znaczenie również na stronie internetowej. Informacja o serwisowaniu urządzeń danej marki może być uzasadniona zakresem rzeczywiście świadczonych usług. Odbiór takiej informacji zmienia się jednak, gdy towarzyszą jej oznaczenia autoryzacji, wygląd sugerujący oficjalną stronę producenta lub niejasna identyfikacja samego usługodawcy. Ocenie podlega całość, a nie tylko jedno prawdziwe zdanie.
Czy można pokazać logo
Przepisy nie wprowadzają ogólnej zasady, zgodnie z którą nazwę słowną można wykorzystać bez zgody, a logo zawsze wymaga licencji. Oznaczenie graficzne również może służyć identyfikacji cudzego towaru lub usługi. Jego użycie trzeba jednak ocenić w konkretnym kontekście, z uwzględnieniem właściwej podstawy prawnej.
Dobrym przykładem jest wyrok w sprawie Pippig Augenoptik. Trybunał dopuścił możliwość pokazania w reklamie porównawczej logo konkurenta i widoku jego sklepu, pod warunkiem spełnienia wymogów legalności takiej reklamy. Nie ustanowił w ten sposób ogólnego zezwolenia na używanie cudzych logotypów w marketingu. Potwierdził natomiast, że sama graficzna postać oznaczenia nie przesądza o zakazie. Wyrok z 8 kwietnia 2003 r., C-44/01
Logo przy konkretnym produkcie albo filtrze pozwalającym znaleźć produkty danego producenta może pełnić funkcję identyfikacyjną. To samo logo umieszczone w sekcji „Nasi partnerzy” może już komunikować istnienie współpracy. Nie rozstrzyga o tym wyłącznie miejsce na stronie ani liczba pikseli. Istotne są także podpisy, proporcje, sąsiedztwo innych elementów i sposób przedstawienia własnej firmy.
Zamiana logo na nazwę słowną może ograniczyć ryzyko mylnego wrażenia, ale nie usuwa go z zasady. Również samymi nazwami można stworzyć nieprawdziwą listę partnerów, rekomendujących lub klientów.
Uczciwe praktyki wymagają więcej niż prawdziwej nazwy
W sprawie Gillette, C-228/03, Trybunał wskazał okoliczności przemawiające przeciwko uznaniu użycia za zgodne z uczciwymi praktykami. Należą do nich m.in. sugerowanie powiązania gospodarczego, czerpanie nienależnej korzyści z charakteru odróżniającego lub renomy znaku, dyskredytowanie go oraz przedstawianie własnego towaru jako imitacji lub repliki cudzego produktu.
Dlatego prawdziwość informacji o producencie jest ważna, ale nie kończy oceny. Strona może poprawnie nazywać cudzy produkt, a jednocześnie wykorzystywać sposób jego prezentacji do budowania nieuzasadnionego wrażenia aprobaty dla własnej działalności. Sam dopisek „znaki należą do ich właścicieli” nie zmienia takiego przekazu w legalny. Wyjaśnienia powinny być czytelne i spójne z tym, co odbiorca widzi na stronie.
Z drugiej strony zarobkowy charakter działalności nie przekreśla użycia referencyjnego. To ograniczenie prawa wyłącznego ma zastosowanie właśnie w obrocie gospodarczym. Sam fakt, że sklep, serwis lub porównywarka zarabia, nie oznacza jeszcze nieuczciwego korzystania z cudzej rozpoznawalności.
Katalogi i porównywarki wymagają oceny konkretnego modelu
Porównywarka cen lub ubezpieczeń musi pozwalać odbiorcy ustalić, czyją ofertę ogląda. Nazwa producenta, sprzedawcy albo ubezpieczyciela może więc stanowić istotny element informacji. Nie oznacza to jednak, że każda platforma i każdy sposób prezentowania logo korzystają z tego samego zezwolenia. Trzeba odróżnić wskazanie podmiotu oferującego produkt od reklamy samej porównywarki opartej na cudzych oznaczeniach.
Znaczenie mają m.in. rzeczywista dostępność prezentowanej oferty, jasne określenie roli operatora i brak mylących sugestii co do współpracy. Przy ubezpieczeniach rzetelne porównanie nie powinno zacierać różnic w zakresie ochrony, wyłączeniach i warunkach świadczenia. Najniższa składka nie oznacza automatycznie oferty równoważnej pozostałym.
Jeżeli zestawienie stanowi reklamę porównawczą, trzeba spełnić wszystkie właściwe warunki jej legalności. Samo podanie prawdziwych nazw konkurentów nie wystarczy, gdy sposób porównania wprowadza w błąd, zestawia nieporównywalne świadczenia lub wykorzystuje cudzą renomę w niedozwolony sposób. Nie każde zestawienie informacji jest jednak reklamą porównawczą, kwalifikacja zależy od jego funkcji i treści.
Sprzedaż oryginalnego produktu
Przy odsprzedaży oryginalnych towarów znaczenie ma również wyczerpanie prawa do znaku. Dotyczy ono towarów wprowadzonych do obrotu w Europejskim Obszarze Gospodarczym przez uprawnionego lub za jego zgodą. Może umożliwiać używanie oznaczenia do informowania o dalszej sprzedaży, z uwzględnieniem uzasadnionych podstaw sprzeciwu właściciela znaku.
Nie należy jednak utożsamiać tej sytuacji z każdym katalogiem internetowym. Umieszczenie produktu w bazie nie dowodzi jeszcze, że konkretne egzemplarze zostały wprowadzone do obrotu w EOG za zgodą uprawnionego. Wyczerpanie i użycie referencyjne są odrębnymi podstawami, których zastosowanie zależy od okoliczności.
Prawo do znaku nie rozstrzyga o zdjęciach i danych
Dopuszczalność wskazania nazwy producenta nie daje automatycznie prawa do skopiowania jego zdjęć, opisów, grafik ani całej bazy produktowej. Logo może być jednocześnie znakiem towarowym i utworem, a katalog może podlegać ochronie jako baza danych. Poszczególne prawa mają własne przesłanki i ograniczenia.
Dlatego ocena użycia oznaczenia powinna być oddzielona od oceny pochodzenia materiałów, które mu towarzyszą. To szczególnie istotne dla sklepów i platform, które poza nazwą produktu przejmują fotografie, opisy lub większe zbiory danych. Publiczna dostępność pliku nie oznacza sama w sobie zgody na dowolne wykorzystanie komercyjne.
Przedsiębiorca może rzetelnie informować o cudzych produktach i usługach, zachowując własną tożsamość oraz jasno przedstawiając swoją rolę. W praktyce spór często zaczyna się tam, gdzie sposób pokazania znaku dodaje do prawdziwej informacji obietnicę współpracy, autoryzacji lub rekomendacji, której właściciel oznaczenia nigdy nie udzielił.

Monika Witkowska
adwokat, rzecznik patentowy
monika.witkowska@cwmip.pl









