Tytuł artykułu:

Post na Facebooku pod ochroną prawa autorskiego w świetle nowego wyroku TSUE

Telefon z napisem COPYRIGHT na pomarańczowym tle, ilustracja ochrony praw autorskich w mediach społecznościowych

Krótki wpis na Facebooku może być chroniony prawem autorskim. O ochronie decyduje twórczy sposób wyrażenia myśli, a nie miejsce publikacji ani liczba zdań. W wyroku z 3 września 2026 r. w sprawie C-598/24, CY przeciwko Gândul Media Network SRL i HO, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odniósł te zasady do posta nauczycielki, który w całości przedrukowała gazeta internetowa. Jednocześnie wyjaśnił, kiedy prasa może korzystać z cudzych treści przy informowaniu o aktualnych wydarzeniach.

Wpis o prezentach dla nauczycieli trafił do gazety

Spór rozpoczął się od tekstu opublikowanego na Facebooku we wrześniu 2021 r. Nauczycielka zamieściła liczący 22 linie „Mały przewodnik dla rodziców na rozpoczęcie roku szkolnego”. Wyjaśniała w nim, że nie chce otrzymywać prezentów od rodziców swoich uczniów.

Sześć dni później dziennikarz portalu Gândul wykorzystał cały wpis w artykule, bez uprzedniej zgody autorki. Jej nazwisko oraz link do oryginalnej publikacji dodano dopiero później. Nauczycielka wystąpiła do sądu, domagając się stwierdzenia naruszenia praw autorskich oraz naprawienia szkody i krzywdy.

Sądy dwóch instancji oddaliły jej żądania, uznając, że tekst nie korzysta z ochrony prawnoautorskiej. Wątpliwości powziął rumuński sąd kasacyjny. Zapytał TSUE, czy taki wpis może być utworem, a jeżeli tak, to jakie znaczenie ma wyjątek pozwalający na wykorzystanie utworu w związku z relacjonowaniem aktualnych wydarzeń.

Ochrona zależy od sposobu napisania tekstu

Trybunał przypomniał, że utwór musi stanowić własną twórczość intelektualną autora, odzwierciedlającą jego osobowość poprzez swobodne i twórcze wybory. Przedmiot ochrony powinien być również możliwy do zidentyfikowania z wystarczającą precyzją i obiektywnością. W przypadku tekstu znaczenie ma przede wszystkim dobór słów, ich układ i sposób połączenia.

Sama długość wpisu, publikacja w internecie czy przynależność do określonego gatunku literackiego nie przesądzają o ochronie. Trzeba natomiast zbadać, czy autor miał rzeczywistą swobodę twórczą. Jeżeli sposób sformułowania tekstu wynika wyłącznie z reguł lub ograniczeń, które nie pozostawiają na nią miejsca, przesłanka oryginalności nie będzie spełniona.

W odniesieniu do nauczycielki TSUE wskazał, że przedstawione mu informacje przemawiają za dokonaniem przez nią swobodnych i twórczych wyborów. Ostateczną ocenę pozostawił jednak sądowi krajowemu. Wyrok potwierdza więc możliwość ochrony posta, ale nie nadaje statusu utworu każdej wypowiedzi zamieszczonej w mediach społecznościowych.

W praktyce trzeba odróżnić treść poglądu od sposobu jego wyrażenia. Sam sprzeciw wobec wręczania nauczycielom prezentów nie staje się przedmiotem wyłączności. Ochrona może obejmować konkretną, twórczą wypowiedź, w której autor przedstawił swoje stanowisko. Inne osoby nadal mogą poruszać ten sam temat i formułować podobne oceny własnymi słowami.

Krótkie teksty mogły być chronione już wcześniej

Wyrok wpisuje się w dotychczasowe orzecznictwo TSUE. Już w sprawie Infopaq International, C-5/08, rozstrzygniętej 16 lipca 2009 r., Trybunał uznał, że odtworzenie fragmentu składającego się z 11 kolejnych słów może stanowić częściowe zwielokrotnienie utworu, jeżeli fragment ten zawiera elementy wyrażające własną twórczość intelektualną autora.

Nie oznaczało to ustanowienia minimalnej liczby słów potrzebnej do uzyskania ochrony. Znaczenie miała twórcza treść przejętego fragmentu. W nowym wyroku TSUE zastosował tę samą logikę do tekstu opublikowanego na portalu społecznościowym. Autor nie musi najpierw wydać książki ani zamieścić artykułu w czasopiśmie, aby jego wypowiedź mogła podlegać ochronie.

Prasa może relacjonować aktualne wydarzenia

Uznanie wpisu za utwór nie kończy oceny legalności jego wykorzystania. Trybunał zbadał również wyjątek przewidziany w art. 5 ust. 3 lit. c), w drugim z opisanych tam przypadków, dyrektywy 2001/29/WE. Dotyczy on korzystania z utworów w związku z informowaniem o aktualnych wydarzeniach, w granicach uzasadnionych celem informacyjnym. Co do zasady wymaga też wskazania źródła i nazwiska autora, chyba że okazuje się to niemożliwe.

Aktualność wydarzenia należy oceniać przez jego znaczenie informacyjne dla odbiorców w chwili relacjonowania. Temat praktyk związanych z funkcjonowaniem szkoły może mieć taki charakter. TSUE wyjaśnił przy tym, że sprawozdanie nie musi zawierać szczegółowej analizy wydarzenia ani zaproszenia odbiorców do debaty. To sąd krajowy ma ustalić, czy w okolicznościach konkretnej sprawy zachodzą przesłanki zastosowania wyjątku.

Osobnego zbadania wymaga zakres przejętego tekstu. Przepisy unijne nie wyznaczają jednej dopuszczalnej liczby zdań czy znaków. Wykorzystanie utworu powinno ograniczać się do tego, co jest potrzebne do realizacji celu informacyjnego. Samo zainteresowanie tematem nie uzasadnia zatem automatycznie przedrukowania całego posta.

Cały post i komercyjny charakter publikacji

Prawo rumuńskie ograniczało omawiany wyjątek do krótkich fragmentów utworów i uzależniało go od braku bezpośrednich lub pośrednich korzyści handlowych lub gospodarczych. TSUE ocenił te dwa warunki odmiennie.

Dopuścił krajowe ograniczenie do krótkich fragmentów, przy zachowaniu proporcjonalności i skuteczności wyjątku. Zwrócił uwagę, że przedruk całości może zastępować oryginalną publikację: odbiorca nie musi już do niej sięgać. Może to naruszać normalne korzystanie z utworu i uzasadnione interesy autora. Trybunał dostrzegł jednak szczególną sytuację tekstów tak krótkich, że wykorzystanie jedynie fragmentu okazuje się niemożliwe. Nie daje to ogólnego przyzwolenia na kopiowanie wszystkich krótkich wpisów.

Za niezgodny z dyrektywą uznał natomiast ogólny zakaz czerpania korzyści gospodarczych lub handlowych z takiego wykorzystania. Prasa realizuje funkcję informacyjną, prowadząc jednocześnie działalność gospodarczą. Sam komercyjny charakter medium nie może więc wyłączać możliwości skorzystania z omawianego wyjątku.

Co wyrok oznacza dla autorów i firm

Dla osób tworzących treści na Facebooka, LinkedIn czy inne platformy wyrok potwierdza, że także krótka, codzienna forma wypowiedzi może zasługiwać na ochronę. Taki wniosek wynika z zastosowania ogólnych kryteriów wskazanych przez TSUE. Nadal trzeba ocenić konkretny tekst i ustalić, w czym przejawia się jego twórczy charakter.

Z perspektywy firm korzystających z cudzych publikacji istotne jest natomiast to, że publiczna dostępność wpisu nie stanowi sama w sobie zgody na jego dowolne kopiowanie. Także podpisanie autora i dodanie linku nie zastępują podstawy prawnej wykorzystania. Może nią być zgoda uprawnionego albo odpowiedni przepis o dozwolonym użytku, jeżeli spełnione są jego warunki.

Omawiana sprawa dotyczyła odtworzenia treści posta w artykule prasowym. Wyrok nie rozstrzyga ogólnie zasad korzystania z przycisku „Udostępnij” ani wszystkich sposobów rozpowszechniania wpisów w obrębie platform. Przy ocenie konkretnej publikacji znaczenie mają zarówno treść, jak i sposób oraz cel jej wykorzystania.

Monika Witkowska

Monika Witkowska
adwokat, rzecznik patentowy
monika.witkowska@cwmip.pl